Norwid Chrześcijanin

Jezu Ufamy Tobie

 Ostatnia z bajek 


 

 

 

Fortepian Szopena

 

 

DO ANTONIEGO C............

La musique est une chose étrange!
(Muzyka jest rzeczą dziwną!)

Byron
L'art?... c'est l'art - et puis, voilá tout.
(Sztuka? .. to sztuka - i oto wszystko.)

Béranger

 

I

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Nie docieczonego wątku
Pełne, jak Mit,
Blade - jak świt...
- Gdy życia koniec szepce do początku:
"Nie stargam Cię ja - nie! - Ja... u-wydatnię!..."

 

II

Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,
Gdy podobniałeś... co chwila - co chwila -
Do upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,
I rozmawiają z sobą struny cztéry,
Trącając się,
Po dwie - po dwie -
I szemrząc z cicha:
"Zacząłże on
Uderzać w ton?...
Czy taki Mistrz!... że gra... choć - odpycha?"

 

III

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!
Którego ręka - dla swojej białości
Alabastrowej... i wzięcia, i szyku,
I chwiejnych dotknięć - jak strusiowe pióro -
Mięszała mi się w oczach z klawiaturą
Z słoniowej kości...
I byłeś jako owa postać - którą
Z marmurów łona,
Niźli je kuto,
Odejma dłuto -
Geniuszu... wiecznego Pigmaliona!

 

IV

A w tym...coś grał - i co? zmówił ton - i co? powié -
Choć inaczej się echa ustroją,
Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją
Wszelkiemu akordowi -
A w tym... coś grał - taka była prostota
Doskonałości Peryklejskiéj,
Jakby starożytna która Cnota
W dom modrzewiowy wiejski
Wchodząc, rzekła do siebie:
"Odrodziłam się w Niebie
I stały mi się Arfą - wrota,
Wstęgą - ścieżka...
Hostię - przez blade widzę zboże...
Emanuel już mieszka
Na Taborze!"

 

V

I była w tym Polska - od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta tęczą zachwytu -
- Polska - przemienionych kołodziejów!
Taż sama - zgoła
Złoto-pszczoła...
(Poznał-ci-że-bym ją - na krańcach bytu!...)

 

VI

I - oto - pieśń skończyłeś - - i już więcéj
Nie oglądam Cię - - jedno - słyszę:
Coś?... jakby spór dziecięcy -
- A to jeszcze kłócą się klawisze
O nie dośpiewaną chęć:
I trącając się z cicha
Po ośm - po pięć -
Szemrzą: "począłże grać? czy nas odpycha??..."

 

VII

O Ty! - co jesteś Miłości-profilem,
Któremu na imię Dopełnienie;
Te - co w sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie...
O! Ty - co się w dziejach zowiesz Erą,
Gdzie zaś ani historii zenit jest,
Zwiesz się razem: Duchem i Literą,
I consummatum est...
O! Ty... Doskonałe-wypełnienie,
Jakikolwiek jest Twój i gdzie?... znak...
Czy w Fidiaszu? Dawidzie? czy w Szopenie?
Czy w Eschylesowej scenie?...
Zawsze - zemści się na tobie... Brak
- Piętnem globu tego - niedostatek:
Dopełnienie?... go boli!...
On - rozpoczynać woli
I woli wyrzucać wciąż przed się - zadatek!
- Kłos?... gdy dojrzał - jak złoty kometa -
Ledwo że go wié w ruszy -
Deszcz pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta...

 

VIII

Oto patrz - Frydryku!... to - Warszawa:
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Dziwnie jaskrawa - -
- Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo -
Owdzie - patrycjalne domy stare,
Jak Pospolita-rzecz,
Bruki placów głuche i szare
I Zygmuntowy w chmurze miecz.

 

IX

Patrz!... z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą -
Jak przed burzą jaskółki,
Wyśmigając przed pułki:
Po sto - po sto - -
- Gmach - zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów - - i oto - pod ścianę -
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pchane - -
I znów widzę, acz dymem oślepian,
Jak przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają... runął... runął - Twój fortepian!

 

X

Ten!... co Polskę głosił - od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wziętą hymnem zachwytu -
Polskę - przemienionych kołodziejów:
Ten sam - runął - na bruki - z granitu!
I oto - jak zacna myśl człowieka -
Potérany jest gniéwami ludzi;
Lub - jak od wieka
Wieków - wszystko, co zbudzi!
I oto - jak ciało Orfeja -
Tysiąc pasji rozdziera go w części;
A każda wyje: "nie ja!..."
"Nie ja!"
- zębami chrzęści -

 

*

Lecz Ty? - lecz ja? - uderzmy w sądne pienie,
Nawołując: "Ciesz się późny wnuku!...
Jękły głuche kamienie -
Ideał sięgnął bruku - - "

Utwór ma jeszcze jedną wersję (obie wresje autorskie), którą zamieściliśmy w odsłonie Niespodzianka

 

 

 

 

 

Cykl dwunastu obrazów inspirowanych poematem Norwida FORTEPIAN SZOPENA
(olej, płótno - autor: Fabian, 2007-2009)

 

 

I

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Nie docieczonego wątku
Pełne, jak Mit,
Blade - jak świt...
- Gdy życia koniec szepce do początku:
"Nie stargam Cię ja - nie! - Ja... u-wydatnię!..."

 

II

Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,
Gdy podobniałeś... co chwila - co chwila -
Do upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,
I rozmawiają z sobą struny cztéry,
Trącając się,
Po dwie - po dwie -
I szemrząc z cicha:
"Zacząłże on
Uderzać w ton?...
Czy taki Mistrz!... że gra... choć - odpycha?"

 

III

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!
Którego ręka - dla swojej białości
Alabastrowej... i wzięcia, i szyku,
I chwiejnych dotknięć - jak strusiowe pióro -
Mięszała mi się w oczach z klawiaturą
Z słoniowej kości...
I byłeś jako owa postać - którą
Z marmurów łona,
Niźli je kuto,
Odejma dłuto -
Geniuszu... wiecznego Pigmaliona!

 

IV

A w tym...coś grał - i co? zmówił ton - i co? powié -
Choć inaczej się echa ustroją,
Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją
Wszelkiemu akordowi -
A w tym... coś grał - taka była prostota
Doskonałości Peryklejskiéj,
Jakby starożytna która Cnota
W dom modrzewiowy wiejski
Wchodząc, rzekła do siebie:

"Odrodziłam się w Niebie
I stały mi się Arfą - wrota,
Wstęgą - ścieżka...
Hostię - przez blade widzę zboże...
Emanuel już mieszka
Na Taborze!"

 

V

I była w tym Polska - od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta tęczą zachwytu -
- Polska -
przemienionych kołodziejów!
Taż sama - zgoła
Złoto-pszczoła...
(Poznał-ci-że-bym ją - na krańcach bytu!...)

VI

I - oto - pieśń skończyłeś - - i już więcéj
Nie oglądam Cię - - jedno - słyszę:
Coś?... jakby spór dziecięcy -
- A to jeszcze kłócą się klawisze
O nie dośpiewaną chęć:
I trącając się z cicha
Po ośm - po pięć -
Szemrzą:
"począłże grać? czy nas odpycha??..."

 

VII

O Ty! - co jesteś Miłości-profilem,
Któremu na imię
Dopełnienie;
Te - co w sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie...
O! Ty - co się w dziejach zowiesz Erą,
Gdzie zaś ani historii zenit jest,
Zwiesz się razem:
Duchem i Literą,
I consummatum est...
O! Ty...
Doskonałe-wypełnienie,
Jakikolwiek jest Twój i gdzie?... znak...
Czy w
Fidiaszu? Dawidzie? czy w Szopenie?
Czy w
Eschylesowej scenie?...
Zawsze - zemści się na tobie... Brak
- Piętnem globu tego - niedostatek:
Dopełnienie?... go boli!...
On -
rozpoczynać woli
I woli wyrzucać wciąż przed się - zadatek!
- Kłos?... gdy dojrzał - jak złoty kometa -
Ledwo że go wié w ruszy -
Deszcz pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta...

 

VIII

Oto patrz - Frydryku!... to - Warszawa:
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Dziwnie jaskrawa - -
- Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo -
Owdzie - patrycjalne domy stare,
Jak
Pospolita-rzecz,
Bruki placów głuche i szare
I Zygmuntowy w chmurze miecz.

 

IX

Patrz!... z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą -
Jak przed burzą jaskółki,
Wyśmigając przed pułki:
Po sto - po sto - -
- Gmach - zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów - - i oto - pod ścianę -
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pchane - -
I znów widzę, acz dymem oślepian,
Jak przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają... runął... runął - Twój
fortepian!

 

X

Ten!... co Polskę głosił - od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wziętą hymnem zachwytu -
Polskę - przemienionych kołodziejów:
Ten sam - runął - na bruki - z granitu!
I oto - jak zacna myśl człowieka -
Potérany jest gniéwami ludzi;
Lub -
jak od wieka
Wieków - wszystko, co zbudzi!

I oto - jak ciało Orfeja -
Tysiąc pasji rozdziera go w części;
A każda wyje:
"nie ja!..."
"Nie ja!"
- zębami chrzęści -

 

*

Lecz Ty? - lecz ja? - uderzmy w sądne pienie,
Nawołując:
"Ciesz się późny wnuku!...
Jękły głuche kamienie -
Ideał sięgnął bruku - - "

.............................................

 

POST SCRIPTUM

...Dwa mnie gnały

Płomienie -

Jeden biały,

A drugi w sine, w krwawe cienie.

Ten, co jest w krwawe cienie, znika,

Ten, co biały, z wnętrza się odmyka:

I jak narcyzu gwiazda cicha,

I jak listu obsłona,

Kiedy pieczęć stopiona,

I jak biała postać, kiedy wzdycha,

Załamawszy ramiona,

I jak błyskawica rozpłyniona -

Tak się rozjaśnia płomień ów i kielich kwiatu.

- A ta osłona rozwinięta,

Ten biały kształt, tęsknotą wykradziony światu,

Co wyrzucił rączęta

Nad rumieńcem skronie zapalone...

A ta myśl, czyli postać - nie wiem - jedność bytu,

A to razem skończone, razem nieskończone,

Z ziemi k'niebu idące, i niebios błękitu

Na równiny zielone...

To kolebka - to truna!

Nie - pokąd milczą, w słupie szumiącego drzewa,

Lecz gdy owa odpłacze, a pierwsza odśpiewa

Cało-struna!...

 

                          (C.N. - Zwolon III)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

 

 

 

 

 

IMPULSY do powstania cyklu obrazów "Fortepian Szopena z postscriptum"

 

 

                                                   W Polsce od grobu Fryderyka Chopina rozwinie się sztuka, jako powoju wieniec, przez pojęcia nieco sumienniejsze o formie życia, to jest o kierunku pięknego, i o treści życia, to jest o kierunku dobra  i prawdy.

Wtedy artyzm się złoży w całość narodowej sztuki.

[Długo, długo myśliłem i szukałem, gdzie jest przystań dla sztuki polskiej, tego dziecka natchnień, a matki prac, tego momentu wytchnień. - Przekonałem się, że uczucie harmonii między treścią a formą życia będzie u nas posadą sztuki. Przekonałem się, że sztuka wyłącznie harmonią treści i formy zatrudniona inaczej rozwijać się nie może... i że gdzie tego nie ma, tam z badań nad klasycyzmem (to jest formą) i nad  romantyzmem (to jest treścią) przychodzi do oczyszczenia wpierw bagnetem formy całospołecznej - bo najwyższa sztuka jest heroizm!...]

Narodowy artysta organizuje wyobraźnię jak na przykład polityk narodowy organizuje siły stanu...

 

         Jan Paweł II znał dobrze te słowa Norwida od czasu kiedy, jako siedemnastolatek w mundurku wadowickiej szkoły, recytował Promethidiona. Znał je tak dobrze, że do przedstawicieli świata kultury zgromadzonych w kościele Świętego Krzyża, przy "grobie Chopina", mówił: "Trzeba bardzo się starać o to, ażeby ta - odnaleziona przez tylu ludzi kultury w Polsce - łączność z tajemnicą paschalną Chrystusa owocowała wedle proroczych zaiste słów Norwida: 'Piękno na to jest, by zachwycało do pracy - praca, by się zmartwychwstało'. (...) Grozi nam to, że 'przez pracę się nie zmartwychwstaje'. (...)Trzeba, abyście 'trwali' w tej wspólnocie. Aby jeszcze wyostrzało się wasze poczucie odpowiedzialności za 'piękno, które jest kształtem Miłości'. Abyście pomagali 'trwać' innym w tej samej wspólnocie Kościoła i narodu."

Tak Jan Paweł II "organizował wyobraźnię" 13 czerwca 1987 roku; dwa lata przed znamiennym czerwcem 1989.

 

Zaś dwa lata po czerwcu roku 1989, 8 czerwca 1991, w Teatrze Narodowym nawiązując do spotkania w świątyni, w której znajduje się serce Chopina mówił:

"Modlę się o to do Boga, który jest dawcą talentów. Modlę się, aby wszyscy ludzie wielorakich talentów na ziemi polskiej znajdowali warunki do twórczej pracy. Aby mogli nas obdarzać prawdziwym pięknem. Piękno - praca - zmartwychwstanie: ta Norwidowska triada pozostaje zawsze w mocy. Mówiliśmy o tym przed czterema laty w kościele Świętego Krzyża. Dziś do tego powracam. Dziś bowiem - może inaczej niż wówczas, ale bardziej jeszcze - czujemy potrzebę zmartwychwstania, czujemy imperatyw zmartwychwstania. (...) A jednak nie wycofuję się z tego, co powiedziałem, zwłaszcza po usłyszeniu tego, co usłyszałem i po przeczytaniu wielu innych rzeczy, które przeczytałem: dziś może inaczej niż wówczas u Świętego Krzyża przed czterema laty, ale może i bardziej jeszcze, czujemy potrzebę zmartwychwstania, czujemy imperatyw zmartwychwstania, tego zmartwychwstania Chrystusowego, które święty Paweł przetłumaczył na zasadę życia chrześcijańskiego, na zasadę życia sakramentalnego. Wystarczy zajrzeć do listu ad Romanos, gdzie Paweł pisze o chrzcie, nie tylko zresztą, ale zwłaszcza o chrzcie. Zmartwychwstanie jest zasadą życia chrześcijańskiego, życia sakramentalnego: Chrystusowe zmartwychwstanie zaszczepione w nas. Natomiast to samo zmartwychwstanie przez Norwida zostało przetłumaczone na wymóg życia narodowego, powiedziałbym nawet społeczno-ekonomicznego: jak być narodem zmartwychwstałym, to znaczy narodem, który żyje pełnią życia. Ja tak kluczę, a już chcę powiedzieć właściwie ostatnie słowo, powiedzieć mianowicie, że tego, właśnie tego zmartwychwstania, przetłumaczonego przez Norwida na wymóg życia narodowego, życzę Tobie, Polsko, Ojczyzno moja!"

 

Kolejną inicjatywą skierowaną do ludzi świata kultury jest

Jana Pawła II List do Artystów, podpisany w Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego, 4 kwietnia 1999 roku. W kilku akapitach przywołuje Papież słowa "wielkiego poety polskiego Cypriana Norwida" - piękno - praca - zmartwychwstanie, pisząc m.in.:

"Na progu trzeciego tysiąclecia życzę wam wszystkim, drodzy artyści, abyście doznawali takich twórczych natchnień ze szczególną siłą. Oby piękno, które będziecie przekazywać pokoleniom przyszłości, miało moc wzbudzania w nich zachwytu! W obliczu świętości życia i człowieka, w obliczu cudów wszechświata zachwyt jest jedyną adekwatną postawą.

Właśnie zachwyt może się stać źródłem owego entuzjazmu "do pracy', o którym mówi Norwid w wierszu cytowanym na początku. Tego entuzjazmu potrzebują ludzie współcześni i jutrzejsi, ażeby podejmować i przezwyciężać wielkie wyzwania jawiące się już na widnokręgu. Dzięki niemu ludzkość po każdym upadku będzie mogła wciąż dźwigać się i zmartwychwstawać."

(Arcybiskup Gianfranco Ravasi, główny organizator rocznicowego spotkania Benedykta XVI z artystami w Kaplicy Sykstyńskiej 21 listopada 2009 roku, w jednym z wywiadów powiedział:

"Polski poeta Norwid podkreślał, że rzeczywistość religijna w najlepszy sposób odzwierciedla ducha - nie można o tym zapominać.")

         Ze zbudowania w duchu się buduje,

         Smak się oczyszcza i żądze się głuszą,

         Przyroda niema jest uszanowaną

         I rozebrzmiewa czyn długą hosanną!...

Promethidion (Bogumił) Norwid

 

Chronologicznie czwartym impulsem były słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II 13 czerwca 1999 roku (krótko po ogłoszeniu Listu do artystów) przed Katedrą warszawsko-praską:

"Trzeba dodać, że na tej właśnie ziemi urodził się Cyprian Norwid, nasz wielki poeta epoki romantyzmu, poeta i myśliciel, który często w swych utworach wspomina ze wzruszeniem dzieciństwo i lata młodzieńcze spędzone w rodzinnych stronach."

(zastanawia ten zupełnie inny sposób mówienia Papieża o Norwidzie właśnie na Pradze, w diecezji narodzin i chrztu Artysty; przywołuje może nawet skojarzenie ze słowami pisanymi w roku 1864 do Karola Ruprechta: Zasmucałoby mię to, że prędzej bywałem pojmowanym na wyżynach Rzymu starego lub Germanii niż w rodzinnym miasteczku powiatowym, np. w Mińsku albo w Radzyminie - ale pocieszam się tym, iż tak bywało ze wszystkimi, którzy pod ostatnie czasy śmieli rodakom prawdę mawiać.)

 

Chciałoby się powiedzieć, parafrazując zdania JPII: Ja tu tak kluczę, a już chcę właściwie powiedzieć ostatnie słowo, powiedzieć mianowicie, że wobec tego, właśnie tego, jednego z największych poetów i myślicieli, jakich wydała chrześcijańska Europa, mamy wszyscy wielki dług i aby ten dług w jakiejś mierze spłacić trzeba, szczególnie pod ostatnie czasy, dorobek czwartego wieszcza  rodakom przybliżać.

"Cyprian Norwid pozostawił dzieło, z którego emanuje światło pozwalające wejść głębiej w prawdę naszego bycia człowiekiem, chrześcijaninem, Europejczykiem i Polakiem.

(...) Ogół społeczeństwa nie zdoła przeciwstawić się pustoszącej go nieheroicznej filozofii obecnych dni, jeśli nie będzie w nim ludzi żyjących Norwidowym pytaniem:

Aby być narodowym - być nad-narodowym!

I aby być człowieczym, właśnie że ku temu

Być nad-ludzkim... dwoistym być a jednym - czemu?"

Tak, ze zbiorowej powinności, spłacał swój osobisty dług wdzięczności dla Norwida Jan Paweł II w liście skierowanym do Polaków uczestniczących 1 lipca 2001 roku we Mszy świętej i audiencji na Watykanie. List napisany cytatami z Norwida kończy Papież słowami:

"Wszystkim Polakom, a w sposób szczególny miłośnikom twórczości Cypriana Norwida życzę, aby przez ich pracę spełniały się w społeczeństwie słowa kończące Fortepian Szopena:

Jękły - głuche kamienie:

Ideał - sięgnął bruku - -

Z serca Wam błogosławię, prosząc zarazem Tę, którą nazywamy Mater Admirabilis, a którą tak pięknie opiewał Norwid w Legendzie i w Litanii, żeby towarzyszyła Wam w tej pracy służącej Kościołowi, Europie i Polsce."

 

 

Przez blisko 27 lat wołaliśmy "zostań z nami, zostań z nami" podczas gdy Papież swoim nauczaniem niezmiennie odpowiadał "vade-mecum" - "idź ze mną".

Idąc z miłością za Janem Pawłem II, Jego życiem i nauczaniem, spotkamy niewątpliwie Norwida, "z którego dziełem łączy mnie bliska, duchowa zażyłość, datująca się od lat gimnazjalnych" - jak napisał w roku 2001. A u Norwida, "pisarza treści, co jest krzyżem przemazaną", jak u Jana Pawła II, łącząca niebo z ziemią Maryja Matka Zbawiciela, przypominanie, że Servi inutiles sumus (Łk17,10), i wielkie "rozradowanie z Boga mojego Jedynego".

W Vade-mecum,

     Złożonym ze stu perełek nawlekłych,

     Logicznie w siebie, jak we łzę łza, wciekłych

XCIX - 99. perełka to Fortepian Szopena. Niezwykły i pełen tajemnic; pełen też osobliwego Norwidowego rytmu, pulsowania słowem wchodzącym w muzykę i muzyką wchodzącą w słowo. Poemat o Szopenie, Norwidzie ale też po trosze o nas i dla nas wszystkich trudzących się dla do-konania cało-żywota.

         ...zmartwychwstać jest bolesnym trudem,

     Pracą człowieka, z Bożym dokonaniem - cudem ! -

                                 (Norwid, Epimenides)

I tak ze wsłuchiwania się w nauczanie Jana Pawła II, melodię poezji Norwida i poezję dźwięków Chopina zaczęły powstawać obrazy. Cykl Fortepian Szopena.

Muzyka uczy ciszy, a w ciszy:

"Myśli, które jeszcze nie nadleciały na widnokrąg, szumią z dala skrzydłami niby arfy eolskie... i w tym to wieszczba jest muzyki. Kiedy już je okiem objąć można, malarz tęczą lecące zachwyca na płótno lub mur gmachu..." - pisał Norwid w Epilogu Promethidiona. Udowadniał że,  "Każdy naród przychodzi inną drogą do uczestnictwa w sztuce; ile razy przychodzi tąż samą, co i drugie, to nie on do sztuki, ale sztuka doń przychodzi, i jest rośliną egzotyczną... (...)Chrystianizm przychodził swoją drogą - przez przecięcie linii ziemskiej, horyzontalnej, i linii nadziemskiej, prostopadłej-z nieba padłej - czyli przez znalezienie środka +, to jest przez tajemnicę krzyża (środek po polsku znaczy zarazem sposób)."

Przestrzegał, że jeżeli: nie "zapracowywa się na sztukę w labiryncie tych sił postaciowania, które wyobraźni imię noszą", nie "podnosi i uświęca ziemi idealizacją twórczą", do pracy nie zachwyca, to "wtedy kość pacierzowa z mleczem swoim, połączającym całość pracy w narodzie, się rozpada... na wspomnienia przeszłości i utęsknienia do przyszłości!... Pomiędzy przeszłością a przyszłością otwiera się próżnia rozpaczliwa... w tej próżni zrodzone pokolenie - między przeszłością a przyszłością nie złączonymi niczym... czymże w rzeczywistości ma pozostać?... aniołem, co przelata - upiorem, co przewiewa - zniewieściałym niczym... męczennikiem ... Hamletem..."

"Kto ma teraz trochę zastanowienia, ten zrozumie, jaką pełnią powinność piętrzące się arkady tego sztuk wodociągu, połączającego łańcuch pracy: bo ducha pracy (to jest one myślenie ludowe i naturę mu przyrodzoną) z myśleniem ludzkości w społeczeństwie, które czyni powinność połączania narodów z narodami - ale połączania, nie naśladowania i małpowania, bo wtedy ludowa myśl odstąpi, jako nie czyniących powinności, kiedy ona swą pełni."

 

"...dobre odczytuj i kończ w sobie - a błogosławiony, kto się zgorszy ze mnie!..."

 

PS

21 listopada 2009 roku w Kaplicy Sykstyńskiej Benedykt XVI spotkał się z twórcami; jednym z trzech obecnych na tym spotkaniu Polaków był Cyprian Norwid; Papież zacytował:

Bo piękno na to jest, by zachwycało

Do pracy - praca, by się zmartwychwstało.

 

 

 

 

 

 

 

* * *

 

 

 

...sztuka jest mniej lub więcej dojrzałym widzeniem,

w miarę jak sztukmistrz jest mniej lub więcej dojrzałym Chrześcijaninem. ...

 

NORWID – CHOPIN

 

Zachętą do wnikliwego zapoznania się ze wspomnieniami zjawiska Norwid o zjawisku Szopen niech będą słowa wybitnego znawcy życia i twórczości Fryderyka Chopina, profesora Mieczysława Tomaszewskiego (prof. Mieczysław Tomaszewski urodzony w 1921 roku w Poznaniu, studiami i pracą związał się z Krakowem; muzykolog humanista zakres zainteresowań zawodowych to m.in.: ontologia, analiza i interpretacja dzieła muzycznego; relacja słowo muzyka; pokrewieństwo sztuk).

„ – Nie znam trafniejszej syntezy dzieła Chopina niż poetycka refleksja Norwida, i ta z 1849r. Czyli nekrolog, który poeta zamieścił w Dzienniku Polskim: Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel Fryderyk Chopin, zszedł z tego świata, a potem wiersz Fortepian Szopena i Promethidion, a także Czarne i Białe kwiaty. A mówię to znając główną literaturę recepcji Chopina. Nie ma lepszej syntezy jego dzieła, choć niektórzy zbliżają się do właściwego ujęcia istoty jego sztuki.

 

Bezpośrednim impulsem do powstania poematu

Fortepian Szopena były wypadki zaszłe 19 września 1863 roku w Warszawie. Jak większość złych wieści informacje rozchodziły sie lotem błyskawicy, dotarły również do Paryża. Czytany przez Norwida Czas relacjonował je w ośmiu kolejnych numerach. Wiemy, że po nieudanym zamachu na namiestnika cara

gen. Teodora Berga, na mieszkańców (m.in. Justyna Izabela Barcińska, siostra Chopina, z mężem) i wnętrza pałacu Zamoyskich spadły aresztowania i barbarzyńskie zniszczenie. Po kradzieży tego co wydawało się cennym łupem, resztę w kilku stosach podpalono. Ogień wzniósł się na równo z wysokością domów, a czasem podnosił aż do wysokości dzwonnicy Ś-go Krzyża. (...) Barcińskiego, dyrektora <Żeglugi>, zbili żołnierze niemiłosiernie, żona jego, siostra rodzona nieboszczyka Chopina, miała drogą pamiątkę po tym artyście, fortepian, który spalono... czytał Norwid w 217 numerze Czasu z 24 września. My też możemy te relacje przeczytać w zachowanych dokumentach lub niezliczonych opracowaniach. Czy pomagają zrozumieć Fortepian Szopena? niewiele. Bo też nie o tych zdarzeniach jest Norwidowskie arcydzieło. Trzeba nam wyzwolić się z podręcznikowo-szkolnych interpretacji i poszukać właściwego klucza. U samego Norwida.

     Zanim jednak zaczniemy pytać kochanego Cyprusia (lubił kiedy się tak do niego zwracano) o treścian Fortepianu Szopena, trochę o powinowactwie; przy wszystkich znaczących różnicach stylu życia, o pewnej psychicznej bliskości Norwida i Szopena.

Norwid muzycznie do pewnego stopnia wychował się na Szopenie. Od śmierci matki (11 kwietnia 1825, do śmierci prababki 24 lipca 1830) Cyprian odbiera wychowanie w Warszawie, pod opieką prababki Hilarii z Sobieskich (z autobiografii dla Brockhausa). Mieszkające w sąsiedztwie, znające się na muzyce i grające, ciotki Sobieskie (Ludwika z córką Zofią) zabierały kuzynka na muzykalne wieczory Chopina”. To były wielkie przeżycia skoro u schyłku życia, w roku 1883, księdzu Władysławowi Orpiszewskiemu opowiadał o swojej obecności na warszawskich koncertach Fryderyka.

Kiedy Chopin opuszczał Warszawę Norwid miał dziewięć lat. Zaledwie dziewiętnaście lat póżniej Norwid napisze:

 

(nekrolog zamieszczony w Dzienniku Polskim nr 117, Poznań 25.X.1949)

Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel, Fryderyk Chopin zeszedł z tego świata. Choroba piersiowa przyspieszyła śmierć za wczesną artysty w trzydziestym dziewiątym roku życia dnia siedemnastego miesiąca bieżącego.

Umiał on najtrudniejsze sztuki zadanie rozwiązywać z tajemniczą biegłością umiał bowiem zbierać kwiaty polne, rosy z nich ani puchu nie otrząsając najlżejszego. I umiał je w gwiazdy, w meteory, że nie powiem: w komety, całej świecące Europie, ideału sztuką przypromieniać.

Przezeń Ludu polskiego porozrzucane łzy po polach w dyjademie ludzkości się zebrały na dyjament piękna, kryształami harmonii osobliwej.

To jest - co największego sztukmistrz może uczynić i to uczynił Fryderyk Chopin.

Cały prawie żywot (bo część główną) poza krajem spędził dla kraju.

To jest, co największego dopiąć może wychodziec, i tego Fryderyk Chopin dopiął.

Wszędzie jest bo w Ojczyzny duchu mądrze przestawał i w Ojczyźnie spoczął, bo jest wszędzie.

Kochanowski skarżył czasu swego:

Tymoteusza, sławnego muzyka ateńskiego, nie wygnano, jedno iż był jedną strunę do swego instrumentu przyczynił: ale za naszego wieku nie jedną, ale dziewięć strun do lutnie przydano: a pieśni dzisiejsze tak daleko są różne od Bogarodzice, jako i obyczaje od Statutu. Taka to odmiana w muzyce czyni odmianę i w Rzeczypospolitej...

Kochanowski w Sobótkach pierwszy ludu poezję uczonemu światu uwidomił w muzyce Chopin toż uczynił.

Paryż, dnia 18 października 1849 r.

 

Zaś do Boguliny Mańkowskiej (pisarka, 1814-1901) powiedział:

...umarł jak Apollon, otoczony dziewięciu Muzami: Angielki, Moskiewki, Francuzki jak obóz koczowały, noc i dzień, w Jego salonie.

 

Fortepian Szopena   

... cdn...

 

 

 

 

góra strony
Do góry

| Strona Powitalna | Szukaj | Odnośniki | Kontakt | Powrót |